Dzisiaj jest 30 kwietnia i jak co roku jest dzień konsultanta ślubnego.

I jak co roku o nim zapomniałam! Dopiero posty koleżanek z życzeniami na Instagramie, które mnie oznaczyły, przypomniały mi, że taki dzień w ogóle istnieje 🙂 .

Dziękuję kochane! Niewątpliwie warto mieć swoje święto, by czasem złożyć sobie życzenia i pogratulować wytrwałości. Oraz zjeść tort 🙂 A tort warto zjeść, by zmagazynować jak najwięcej energii i siły na każdy z pozostałych dni roku.

Wbrew medialnemu wizerunkowi, jaki kreuje popkultura, nasza praca nie polega na dobieraniu odcienia wstążeczek do zaproszeń („mniej ecru, czy bardziej ecru?”). No, może czasem ;). Nie polega również na bieganiu z pannami młodymi po salonach sukien ślubnych (ok, czasami biegamy, ale naprawdę czasami, biorąc pod uwagę całokształt).

KTO MA ŁATWIEJ, A KTO MA TRUDNIEJ?

Kulisy tego zawodu to nie cukier i lukier. Kulisy tego zawodu są kulisami… właściciela firmy, który prowadzi swój biznes. Czasami te kulisy są trudniejsze, niż rzeczywistość innych właścicieli firm, których biznes nie polega na tworzeniu tak kreatywnego efektu końcowego. Konsultantami ślubnymi zostaje wiele osób, które poprzez wykonywanie tego zawodu chciałyby wyrazić się artystycznie, które chciałyby wykorzystać swoje kreatywne umiejętności.

Widzę jednak, że wtedy może być trudniej. Wtedy, gdy chce się być przede wszystkim artystą, kreatorem. Czy nie zastanowiło was nigdy, że piosenkarze, aktorzy, malarze i inne osoby zajmujące się kreatywnymi rzeczami mają swoich agentów? Tak, właśnie dzięki temu mogą oni zająć się tym, na czym naprawdę się znają.

Tymczasem my, konsultanci ślubni wykonujemy KAWAŁ kreatywnej roboty. Tym trudniejszej, że efekt końcowy nie może być jedynie wynikiem naszego poczucia estetyki i rozumienia piękna. W tym wszystkim musi być wyrażona również osobowość klientów, ich marzenia, ich estetyka, ich spojrzenie na świat oraz ich status społeczny.

ZOSTAĆ „MULTIINSTRUMENTALISTĄ”

Oprócz bycia „kreatorami”, jesteśmy również psychologami. I nie chodzi mi wcale o funkcję rękawa do wylewania łez. Nie nie, to zdarza się rzadko, o ile nie nigdy (jeżeli z poczuciem wartości jest u ciebie wszystko ok). Chodzi o to, że trzeba mieć empatię (empatia to nie współczucie! Empatia to czytanie emocji innych osób), by zrozumieć potrzeby klienta, by jak najlepiej kierować procesem organizacji, by zaproponować jak najbardziej pasujące do klienta usługi i artystów, i żeby sprawić, by klient czuł się bezpiecznie (a każdy klient troszkę inaczej definiuje poczucie bezpieczeństwa, dla każdego jest to zawsze trochę coś innego).

BIZNES, JAK KAŻDY INNY?

Co jeszcze mogę powiedzieć o kulisach… No tak, ponownie, że jest to prowadzenie firmy. Do tego małej firmy, bazującej na jednorazowych współpracach. Klient, nawet najbardziej zadowolony już nigdy nie wróci (z małymi wyjątkami, ale przecież życzymy wszystkim naszym parom, by żyły razem długo i szczęśliwie, prawda? :)).

To nie jest tak, że zdobywamy klienta i potem on nam przez długi czas przynosi biznes. Owszem, długo pracujemy z jednym klientem, przeciętnie to jest rok. Ale potem nasza współpraca się kończy. Musisz cały czas, jak w dniu świstaka, codziennie zdobywać nowych klientów. To jest nigdy niekończący się proces. Podobnie jest w innych kreatywnych zawodach, a w branży ślubnej głównie są kreatywne zawody.

CIĄGŁY PROCES

Zatem trudno jest spocząć na laurach, bo ciągle szukamy nowych klientów. Zależy nam też na tym, aby nie był to jakikolwiek klient. Chodzi o to, aby to był „swój” człowiek. Taki, który podziela nasze spojrzenie na świat, na estetykę, na kulturę, na wartości i na miłość. Wiadomo, wtedy pracuje się dużo lepiej, skuteczniej, szybciej i przede wszystkim milej! Jest też większa satysfakcja.

W tej branży trzeba mieć też ciągle na oku trendy. Trzeba węszyć, co za chwilę chwyci. Warto być przed innymi. To jest jak w pracy księgowej, czy prawnika – nigdy niekończąca się nauka!

JESTEŚ CZĘŚCIĄ UKŁADANKI

Konsultant ślubny nie działa w próżni. Ani sam nie uplecie wianka, ani nie ułoży bukietu, ani nie usmaży kotleta, ani nie zaśpiewa na weselu. Jego praca wymaga budowania szerokich kontaktów i  utrzymywaniu ich. Przy czym wiele osób, które świadczą usługi w branży ślubnej to artyści, lub osoby uważające się za artystów, co rodzi różnorakie konsekwencje.

Konsultant ślubny powinien tak umieć dobierać ludzi na potrzeby realizacji poszczególnych projektów ślubnych, by tworzyć unikalne, jedyne w swoim rodzaju i czasie zespoły, które powstają tylko po to, by ten jeden raz, w niepowtarzalnym składzie, wspólnie stworzyć wyjątkowe przeżycie dla młodej pary i ich gości.

CZY JEST JEDNA DEFINICJA PRACY KONSULTANTA ŚLUBNEGO?

O codziennej pracy wedding plannera dużo by można. Książkę też 😉 Wspomnę jeszcze przy tym, że nie ma czegoś takiego jak standard pracy konsultanta ślubnego. W związku z tym jakość ich usług jest mocno zróżnicowana. Powiem wręcz, że BARDZO mocno. Za tym idą oczywiście mocno zróżnicowane stawki wynagrodzenia konsultanta ślubnego, a klient szukając dla siebie odpowiedniej agencji ślubnej nie bardzo wie, czym kierować się przy jej wyborze.

Cena oczywiście jest jednym z tych elementów, które bierze pod uwagę, ale bywa ona pułapką, bo agencje ze słabym serwisem potrafią dać spore ceny, a wiele dobrych agencji ma kłopoty ze znalezieniem klienta, który zapłaciłby takie wynagrodzenie, jakie jest adekwatne do doświadczenia, włożonej pracy, czasu i bezpieczeństwa, które zapewnia.

CO ROBIĆ?

Czy ja tu kogokolwiek zniechęcam do tego zawodu?! No skądże! Powinnam w zasadzie napisać pean na cześć mojej pracy, by zapewnić sobie jak najszerszy strumień nowych kursantów. W końcu szkolenia dla wedding plannerów prowadzę od 12 lat. Ale to nie o to w tym chodzi. Nie ma zawodu, który nie miałby minusów. Nie ma pracy idealnej. Żadna firma nie prowadzi się sama. Nic samo się nie robi. A jeśli ktoś zapisze się na mój kurs on-line, to już w pierwszych lekcjach zobaczy, że mówię, jak jest. Ale też pokazuję, jakie są szanse i co robić.

Lukier jest fajny, ale na torcie. Mam porównanie, bo w życiu zajmowałam się wieloma rzeczami i miałam różnych szefów. Byłam i pracownikiem i szefem. Czyściłam kible (sory za eufemizm, ale mówię „jak jest” ;)), pracowałam w polu, sprzątałam w hotelach, ale organizowałam też duże konferencje, pracowałam i w sprzedaży i w logistyce, zatrudniałam i zwalniałam ludzi. Założyłam też firmę z branży technicznej, rozkręciłam sklep internetowy, zdobyłam stałych klientów, obsługiwałam ich, dobierając Waty, Wolty i Ampery, startując w przetargach.

Dzisiaj wyraźniej niż kiedykolwiek widzę, jak ważna jest konsekwencja, jak ważne jest robienie JUŻ i nieodkładanie na później. Niby człowiek już nie taki głupi, bo lata i doświadczenie lecą, ale po raz kolejny poczułam na własnej skórze, jak bardzo nie wolno odkładać na później, na jutro, bo jutra może nie być, albo może odpłynąć w bliżej nieokreśloną przyszłość (najnowszy przykład – sytuacja z koronawirusem – świat zmienił się z dnia na dzień!). Widzę też, jak ważne jest ciągłe szukanie szans i niepoddawanie się. NIGDY nie wolno się poddawać.

DOBREGO WSZYSTKIEGO!

Podsumowując, życzę wszystkim którzy chcą otworzyć agencję ślubną, czy otworzyć JAKIKOLWIEK biznes  – jak najmniej iluzji i jak najtwardszego i konsekwentnego stąpania po ziemi, by dojść tam, gdzie się chce.

Wszystkim wedding plannerom życzę jak najwięcej słodkich chwil w pracy i poczucia, że jest dobrze.

A młodym parom, słodkich przygotowań i jak najwięcej ciasteczek serwowanych im na srebrnej tacy przez wedding plannera, którego dobrali idealnie do swoich potrzeb! Bo swój musi na swojego trafić :).

Dodaj komentarz